portal dla kobiet
kobieta dziecko, rodzice kulinaria
moda uroda figura ciąża poród dziecko przepisy kulinarne produkty kulinarne forum

Opowiadanie: Drużba

opowiadania | opowiadanie | romantyczne | miłosne opowiadania | romantyczne opowiadania |
Opowiadanie: Drużba
Za tydzień wakacje. Wreszcie. W końcu będę mogła odetchnąć i wreszcie porządnie się wyspać – marzyła sobie Beata, w zaciszu swojego mieszkania.


Wyczerpana trudami upływających miesięcy, nie myślała o niczym innym, jak tylko o odpoczynku, najlepiej nad morzem, na plaży skąpanej słońcem. Wcześniej zastanawiała się, co wybrać : góry, czy morze. Większy sentyment i to od zawsze miała do chwil spędzonych na piaszczystych, nadmorskich plażach, na których od kilku już lat można wyczuć zapach morskiej wody wymieszany z zapachem gotowanej kukurydzy. Beata była młodą, atrakcyjną dziewczyną. Brunetka ze śniadą cerą, zawsze zadbana, z zawsze dobrze dobraną garderobą. Tak jak wiele młodych ludzi w dzisiejszych czasach, bez reszty oddawała się swojej pracy. Pęd za doskonałością w tym co się robi, pęd za kasą – przysłaniał jej i wielu jej podobnym osobom, to co działo się wokół nich. Nie miała czasu na nic. Ciągle praca, praca i praca. Istny wyścig szczurów. Pracowała jako główny specjalista działu prawnego w firmie Lloyd&Co, a konkretnie w jej polskim oddziale. Zajmowała się sprawami prawnymi w zakresie doradztwa inwestycyjnego. Chwile kiedy mogła zastanowić się nad samą sobą zawsze napawały ją przerażeniem. Do czego ja zmierzam? pytała sama siebie. Do czego tak gnam i co tak na prawdę chcę osiągnąć? Kim będę za kilkanaście lat, jeśli moje życie będzie wyglądało tak jak teraz? Nikt oprócz niej samej, nie był w stanie odpowiedzieć na te wątpliwości i pytania. Owszem miała kilka dobrych koleżanek, ale były to koleżanki z pracy. Większość ich rozmów dotyczyła jednak spraw zawodowych lub zwykłych plotek. Błahostki. No cóż takie życie. Była tylko jedna osoba, którą mogła nazwać swoją przyjaciółką. Ewelina – bo o niej mowa. Koleżanka z liceum. Z nią mogła rozmawiać na każdy temat, radzić się w najbardziej osobistych sprawach. No cóż – mogła ale to było kiedyś. Ewelina dwa lata po skończeniu szkoły, wyjechała do Nowej Zelandii w poszukiwaniu lepszego życia. Miała tam wujka. Przez kilka miesięcy miały ze sobą kontakt, który po pewnym czasie nie wiedząc dlaczego urwał się. Mimo, że wokół Beaty pojawiały się nowe osoby, nowe znajomości, żadna z nich nie przerodziła się w przyjaźń.
Życie toczyło się dalej swoim dotychczasowym rytmem. Wieczorami w domu - Beata jak tylko nachodziła ją ochota, siadała przed komputerem i buszowała w internecie. Ostatnie wieczory upływały jej na wyszukiwaniu ofert kwater lub ośrodków wypoczynkowych. Zaczynała planować swoje nadchodzące trzy tygodnie wakacji. Któregoś wieczoru, gdy już miała kłaść się spać, sprawdziła jeszcze swoją pocztę e-mailową. Przecierając oczy ze zdumienia, wśród kilku nie przeczytanych wiadomości, znajdowała się jedna z wpisanym tematem: Cześć to ja, Ewelina....

Tak, tak, to ta sama Ewelina. Dawna przyjaciółka Beaty. Wiadomość nie była długa. Parę słów oględnie wyjaśniających dotychczasowe milczenie i na końcu prośba: Zadzwoń proszę. Podaję Ci mój numer telefonu. Beata nie była zła na swoją przyjaciółkę, za to że ta nie dawała od kilku lat znaku o sobie. Tłumaczyła to tym, że każdy ma swoje życie, które na dodatek różnie się układa. Wiadomość od przyjaciółki przyniosła jej nawet pewną ulgę. Przynajmniej wiedziała, że nadal żyje i pewnie nic jej nie jest. Ważne, że się odezwała. Nadal o mnie pamięta.
Chwila namysłu a po niej pytanie: Która u niej jest teraz godzina? Skoro u nas jest po 23-ciej, to u niej będzie kilka a nawet kilkanaście godzin do przodu? Kilka stuknięć w klawiaturę komputera, a na ekranie pojawiają się informacje, o które jej chodziło. W Nowej Zelandii jest po 11-tej rano! Beata długo nie myśląc wykręciła podany numer. Po chwili w słuchawce usłyszała znany, choć dawno nie słyszany głos:
-Yes? Hallo?...
-Dzień dobry moja zaginiona przyjaciółko – powiedziała po polsku Beata.
-Cześć Beatko – dziękuje, że zechciałaś zadzwonić. Wiem, że miałaś pełne prawo pogniewać się na mnie, za to, że tak długo milczałam, ale wiesz – tyle się w moim życiu wydarzyło...
Rozmowa po tylu latach wydawać by się mogło, że będzie trwała i trwała. Nic bardziej mylnego. Po niespełna kwadransie, obie były umówione na spotkanie w Polsce. Okazało się bowiem, że Ewelina za miesiąc przylatuje do Polski.
Urlop Beaty upłynął szybko i przyjemnie. Beata nie mogła doczekać się już chwili spotkania z Eweliną.
Umówiły się w swojej ulubionej kawiarence. Godzina, na którą się umówiły minęła już dziesięć minut temu, a Eweliny jak nie było tak nie ma. Po pewnej chwili drzwi do kawiarni otworzyły się, a w nich pojawiła się znana sylwetka.
-Ewelina! - krzyknęła Beata - tu jestem!
Przywitały się serdecznie, zamówiły kawę i zaczęło się... nadrabianie straconego czasu oczywiście. Rozmowa, śmiechy, chichy, plotki. Nawet nie wiadomo kiedy, a już zleciały ponad 4 godziny.
Okazało się, że Ewelina jest poważną Business Woman, którą do Polski ściągają nie tylko interesy, ale i sprawy sercowe. W trakcie jednej ze swoich podróży poznała chłopaka – Polaka skądinąd. Ich znajomość zakończyć się miała w niedługim czasie hucznym, tradycyjnym polskim weselem.
-Wiesz Beatko – mówiła Ewelina – potrzebni są nam drużbowie i druhny.
Beata zaśmiała się głośno.
-Widzę Ewelinko, że tych kilka lat wystarczyło, abyś nasiąknęła zachodnimi tradycjami. Chcesz polskiego weseliska, a mówisz o drużbach i druhnach? Zapomniałaś, że u nas mówi się na nich świadkowie?
-No widzisz? Właśnie kogoś takiego jak Ty potrzebuję, abym nie musiała się wstydzić, że coś pominęłam i pomieszałam – odpowiedziała Ewelina.
-Beatko – zostaniesz moja świadkową?
Cóż mogła odpowiedzieć Beata? Zgodziła się bez żadnych obiekcji.
Te dwa miesiące, za które miało odbyć się wesele, minęły błyskawicznie. Wszystko było zapięte na ostatni guzik. Jedno tylko dla Beaty nadal nie było wiadome. Kto będzie świadkiem? Miał być nim jakiś dobry znajomy Pana Młodego. Nie mogli się poznać do tej pory, bo „wyścig szczurów” i to co się z nim wiąże dopadł i jego. Nie miał biedaczek na nic czasu. Beata skądś to znała. Jej życie też tak dotąd wyglądało
Nadszedł dzień ślubu. Beata była nieco podenerwowana, ale .nie samym weselem, ale samą chwilą, kiedy miała poznać osobę, z która miała pełnić zaszczytną rolę świadka. Chwila ta w końcu nadeszła i to dość nieoczekiwanie. Przed oczami Beaty ukazała się w pewnym momencie postać mężczyzny. Był dość wysoki, szczupły i dobrze wysportowany, o czym świadczyć mogła jego muskulatura. Kurcze – pomyślała Beata – niezły brunet i to prawie wieczorową porą.
-Cześć nieznajoma brunetko – usłyszała Beata. Widzę, że na to weselisko ściągnięto same piękne kobietki. Szkoda, że nie będę mógł poświęcić Tobie swojego czasu – wiesz jestem tu świadkiem. Gdyby nie to, to moglibyśmy się nieźle zabawić, ale wiesz – muszę trzymać fason. A tak w ogóle to jestem Paweł.
Beata była w pewnym sensie zniesmaczona tymi słowami. Ale prymitywny lovelas – pomyślała. Przyszedł na podryw czy na wesele? Nie dała jednak nic po sobie poznać. W tym samym niemal momencie podszedł do nich Wojtek – czyli Pan Młody.
-O widzę, że zdążyliście się już poznać? Jeśli nie, to pozwólcie, że Was sobie przedstawię. Beatko to jest Wojtek – mój świadek. Wojtku to jest Beata – świadkowa Eweliny...
Zapadła cisza... Paweł w jednej chwili stanął jak wryty, jego twarz przypominała czerwony balonik... -Cześć – fajnie Cię w końcu poznać – powiedziała Beata.
-Cześć – tylko tyle zdołał wydukać z siebie Paweł.
Wesele rozpoczęło się. Było całkiem wesoło i zabawnie. Beatę w szczególny sposób rozbawił właśnie Paweł. Nie mogła odpuścić sobie, kilku uszczypliwości pod jego adresem. Bawiło ją to, że tak pewny siebie lovelas, nagle stał się cichutkim, skromnym barankiem. Najwidoczniej było mu wstyd, że na samym początku ich znajomości dał taką plamę. W trakcie wesela oboje trzymali fason, wykonywali to co do nich należy, zabawiali gości i prowadzili oczepiny. Znaleźli nawet kilka chwil, aby ze sobą zatańczyć. Tak się składało, że Beata jak i Paweł nie mieli partnerów. Przyszli więc na wesele jako typowe single.
Po weselu przyszedł czas na poprawiny. po poprawinach dni odpoczynku. Pewnego dnia do drzwi mieszkania Beaty zadzwonił dzwonek. Okazało się, że był to goniec z pięknym koszem czerwonych róż. Dołączony był do nich skromny bilecik, a na nim raptem parę słów: Przepraszam i dziękuję. Paweł.
Beata była zdziwiona, ale i zaintrygowana. Nie oczekiwała niczego podobnego. Już w trakcie wesela, zdała sobie sprawę, że Paweł wcale nie jest taki, jakim starał się kreować. Z tego co mówiła o nim Ewelina i Wojtek, rysował się jej obraz normalnego, zapracowanego faceta, który na nic nie ma czasu. Jego sytuacja bardzo przypominała sytuację, w jakiej znajdowała się ona sama. Przez oddanie się pracy nie potrafili zawierać stałych i trwałych znajomości, które mogły by przerodzić się w coś poważnego. Momenty, kiedy poznawali kogoś godnego uwagi sprawiały, że nie wiedzieli jak się zachować i próbowali udawać kogoś kim tak na prawdę nie są. Po pierwszym bukiecie kwiatów przyszedł następny i następny. Do każdego był dołączony karnecik, z krótką lakoniczną informacją a właściwie to z życzeniem i prośbą: „Wybacz. Miłego dnia. Paweł”, „Sorki. Udanego popołudnia. Paweł”.
W końcu, za kolejnym już razem, Beata nie otrzymała dużego bukietu kwiatów, lecz skromną pojedynczą różę i niewielką kopertę. Były w niej dwa bilety na koncert muzyki jazzowej i kilka słów: Może dasz się namówić na odrobinę relaksu? Wiem, że lubisz taką muzykę. Muszę Ci powiedzieć, że ja też. Co ty na to?
Spotkali się następnego dnia przed wejściem do klubu, w którym miał odbyć się koncert. Obydwoje nic sobie nie obiecywali po tym spotkaniu. On chciał zmyć z siebie ten nieprzyjemny obraz z początków wesela, ona chciała poznać go bliżej. Było inaczej niż się oboje spodziewali. Zaczęli zauważać, że są do siebie podobni w wielu aspektach. Ten sam tryb życia, te same nawyki i przyzwyczajenia, podobne poglądy na wiele spraw, a przede wszystkim podobne zmęczenie pogonią za jutrem i potworne uczucie samotności. Po mile spędzonym wieczorze, Paweł odprowadził Beatę pod drzwi jej mieszkania. Podziękował za wspólny wieczór, po czym rzucił krótkie cześć na pożegnanie i powoli odchodząc ukradkiem spoglądał na stojąca w drzwiach Beatę. Ona też stała i patrzyła na odchodzącego Pawła. Stała i tak jakby na coś czekała. I doczekała się. Nieoczekiwanie Paweł wydukał z siebie;
-Może powtórzymy kiedyś taki wieczór?
-Chętnie – odpowiedziała Beata. Daj znać kiedy.
Nie musiała długo czekać na następne spotkanie. W niecały tydzień po pierwszym wieczorze, przyszedł czas na następny. I tak się zaczęło. Wspólny wypad do kina, teatru, na kręgle. Nie zawsze byli sami. Czasami spotykali się w gronie swoich kolegów. Było coraz przyjemniej i zabawniej. Nim się spostrzegli, wytworzyła się między nimi niewidzialna więź. Dla Beaty już nie tylko Ewelina była osobą do zwierzeń. Taką osobą zaczął być Paweł. Czuła się w jego towarzystwie komfortowo i bezpiecznie. Dawno już zapomniała o jego wybryku weselnego lovelasa. W jej oczach był już teraz normalnym, nietuzinkowym mężczyzną. Przez kolejne miesiące spotykali się kiedy tylko mogli. Wiele osób postrzegało ich jako dobrze dobraną parę. Oficjalnie jednak nią nie byli. Po prostu dobrze czuli się w swoim towarzystwie i żadnemu z nich nie przyszło do głowy, że mogliby być dla siebie kimś więcej jak tylko przyjaciółmi. Chociaż żadne z nich niczego nie wykluczało. Nigdy nie wiadomo, co komu pisane.
Mijały kolejne tygodnie. Pewnego dnia do Beaty zadzwoniła Ewelina. Po ślubie wyjechała z mężem w podróż poślubną, po czym wróciła do swoich obowiązków w Nowej Zelandii.
-Beatko! Wracamy do kraju! Na stałe! Przenoszę swój biznes do Polski. Zawsze tęskniłam za krajem, za rodziną i przyjaciółmi. Zresztą w Polsce tyle się zmieniło przez te lata. Tu też można wiele osiągnąć.
Beata ucieszyła się z decyzji przyjaciółki.
-Wiesz, będę znowu miała komu się spowiadać ze swoich uczuć i trosk. Znowu będę miała swoją przyjaciółkę blisko siebie. A wierz mi, mam z czego się teraz zwierzać.
-Czuję, że nieźle narozrabiałaś. Czyżbyś zarzuciła na kogoś sieci? – z rozbawieniem zapytała Ewelina
-Nie wiem co mam Ci powiedzieć. To nie jest rozmowa na telefon. Mogę powiedzieć tylko tyle, że sama mnie w to wszystko wkręciłaś – powiedziała Beata.
Spotkały się miesiąc później. Znowu była to ta sama ich ulubiona kawiarnia. Gadały i gadały jak dwie przekupki na targowisku. Miały przecież o czym.
-Mów mi i to szybko. Co to miało znaczyć, że Ciebie wkręciłam – dopytywała Ewelina
-No wiesz. Wesele, świadkowa, świadek... na twarzy Beaty pojawił się rumieniec
-Nie gadaj!? Czyżbyś Ty i Paweł?
-Nie, nie! prawie że krzyknęła Beata... sama z resztą nie wiem
-No ale czego Ty nie wiesz?
-Wszystkiego.... Spotykaliśmy się, a właściwie to cały czas spotykamy. Traktujemy to po przyjacielsku, ale wydaje mi się, że Paweł oczekuje ode mnie czegoś więcej. Myślę, że coś do mnie czuje...
-No i co w tym złego? Ty jesteś wolna on też. Nie lubisz go?
-Cały szkopuł w tym, że ja chyba zakochałam się w nim. Sama nie wiem kiedy i jak to się stało. To wszystko dzieje się tak szybko...
-No kochana. No to masz a właściwie macie problem. Coś do siebie czujecie, może to jest miłość i nie wiecie jak to załatwić? Odwagi dziewczyno! Zawsze byłaś przebojowa. Bierz sprawę w swoje ręce. Jeśli jemu brakuje odwagi, to sama go o to spytaj.
-Łato Ci powiedzieć
-Pewnie, że łatwo, ale co innego mam Ci radzić?
Rozmowa toczyła się jeszcze jakiś czas. W całym tym zamieszaniu Ewelinie dopiero na koniec przypomniało się coś, co chciała powiedzieć swojej przyjaciółce, a właściwie zaproponować. Jak jej mówiła, przenosiła swoje interesy do Polski. Zaproponowała Beacie kierowanie działem prawnym w swojej firmie. Ma być lepiej, spokojniej i przyjemniej. Beacie propozycja ta spodobała się. Ale i tak póki co nie mogła myśleć o niczym więcej, jak o swoich sercowych rozterkach.
Rozmowa z Beatą nie dawała także spokoju Ewelinie
-To my ich ze sobą poznaliśmy i powinniśmy im jakoś pomóc – mówiła do męża. Może byś pogadał z Pawłem?
-No wiesz. Najlepiej by było gdyby sami sobie wszystko wyjaśnili i ułożyli. Nie są już dziećmi, aby prowadzić ich za rączki – odpowiedział Wojtek.
-Ale przecież nie musimy ich swatać czy coś w tym stylu. Może umówmy ich na jakieś spotkanie?
-Przecież sami potrafią to robić i to nie od dzisiaj. Mówiłaś, że nadal się spotykają?
-No tak, ale jakoś dalej nie potrafią wybrnąć z sytuacji.
-A wiesz co? Przecież będzie okazja do tego aby się spotkali i to u nas. Zrobimy parapetówkę.
-Jak ja mogłam o tym zapomnieć?
Jak mówili, tak zrobili. Termin imprezy ustalony. Goście w osobach Beaty i Pawła – zaproszeni. Plan na ich ostateczne połączenie w oficjalną parę też był z grubsza nakreślony.
Pierwsza na imprezie pojawiła się Beata. Była trochę zdziwiona, że o tej porze nie ma jeszcze reszty gości. Ewelina i Wojtek nic jej nie mówili, że to spotkanie zaplanowane jest tylko na dwie pary. Czekali na Pawła.
-Wiecie – dzwonił do mnie Paweł. Mówił, że zaprosiliście go na tą imprezę. Pytał, czy ja tez tu będę – mówiła Beata. – Powiedział, że będzie około 18-tej.
-To właściwie powinien zaraz tu być – odpowiedział Wojtek
Zajęci rozmową przy lampce wina, nie zauważyli, że zrobiło się już grubo po siódmej wieczorem
-Wojtek – co z tym Pawłem. Zadzwoń do swojego spóźnialskiego świadka – powiedziała Ewelina
Wojtek długo nie myśląc wziął telefon do ręki i wykręcił numer Pawła. Nikt jednak nie odbierał.
-Nie odbiera. Sygnał jest, ale nie odbiera.
-Może zaraz będzie i dlatego nie zgłasza się – stwierdziła Beata
-Jeszcze raz spróbuję. Nigdy się nie spóźniał. Kto jak kto ale Paweł? – mówił Wojtek. Jeśli miałby się nie zjawić to by zadzwonił. Tym bardziej, że potwierdzał, że przyjedzie. Zadzwonię do niego jeszcze raz.
Wojtek wybrał jeszcze raz numer Pawła. Po kilku chwilach w słuchawce telefonu usłyszał: „Dzień dobry. Jestem pielęgniarką w Szpitalu Miejskim. Wiem, że nie powinnam odbierać cudzego telefonu, to telefon naszego pacjenta. Pomyślałam, że to może ktoś z rodziny”
-Jak to szpital! – wykrzyknął Wojtek. Co się stało. Co z Pawłem?! Jestem jego znajomym, a właściwie więcej niż znajomym. On jest dla mnie prawie jak brat... Zaraz tam będę!
-Wojtek co się dzieje? Jaki szpital? – wykrzyczały obie dziewczyny na raz.
W oczach obu widać było strach i przerażenie
-Paweł jest w Szpitalu. Nie wiem co się stało. Musimy tam jechać – powiedział Wojtek
Na miejscu - w szpitalu – pojawili się po 20 minutach. Wlecieli tam jak błyskawica. Na dyżurce dowiedzieli się tylko, że przywieźli kogoś z wypadku i że właśnie trwa operacja. Odesłali ich do lekarza dyżurnego. Z początku nie chciał im za wiele powiedzieć, ale w końcu to zrobił.
-Był wypadek. Poważny wypadek. Jakiś pijany wariat ciężarówką staranował auto Państwa kolegi. Przywieziono go do nas w bardzo ciężkim stanie. Cały czas walczymy o jego życie.
Dziewczyny dłużej nie wytrzymały napięcia i zalały się łzami. W tym samym momencie Beata zdała sobie sprawę z tego jakim uczuciem darzy Pawła, kim dla niej jest. Odczuwała strach przed tym, że może stracić kogoś, kto znaczy dla niej bardzo wiele. Nie teraz, kiedy wszystko było takie piękne i zaczynało przybierać na sile i znaczeniu.
Czas jaki spędzili przed drzwiami oddziału intensywnej terapii, wydawał się ciągnąć w nieskończoność. Po ponad dwóch godzinach nerwowego oczekiwania, drzwi otworzyły się. Pojawił się w nich wyczerpany, zlany potem lekarz, którego z miejsca obstąpiła cała trójka.
-Panie doktorze, co z naszym kolegą? co z nim?
Lekarz zaprosił ich do swojego gabinetu.
-Nie powinienem z Państwem rozmawiać na temat pacjenta. Nie jesteście Państwo z rodziny.
-My jesteśmy więcej niż rodzina. Oprócz nas Paweł nie ma nikogo. Jest sam – powiedział zdenerwowany Wojtek
-No cóż. W takim razie chyba mogę powiedzieć, to co muszę – niestety
-Dlaczego niestety – wykrzyknęła Beata
-Stan pacjenta po przywiezieniu do szpitala był krytyczny. Zanikało tętno. Wielokrotnie pacjent poddawany był reanimacji. Obrażenia wewnętrzne i zewnętrzne były jednak ogromne. Robiliśmy wszystko co w naszej mocy, niestety – przegraliśmy walkę z czasem. Przykro mi – nie udało nam się uratować Państwa kolegi.
W tym momencie zapadła najpierw straszna cisza, która nie trwała jednak długo. Płacz i lament dziewczyn robił porażające wrażenie
-Nie! to nie może być prawda! To kłamstwo! To nie Paweł! Nie mój Paweł! – krzyczała Beata
Cała trójka była w szoku. Nie wierzyli w to co się stało. Były to najstraszliwsze chwile w ich życiu. Nigdy dotąd nie doświadczyli czegoś podobnego.
Jeszcze długo po tym dniu nie mogli dojść do siebie. Szczególnie Beata. Załamała się. Zamknęła w sobie. Nikt nie był w stanie pojąć co przeżywała. Nikt nie mógł jej pomóc. Ból jaki znajdowała w sobie, spotęgowało jeszcze to, że w kilka dni po pogrzebie, Policja skontaktowała się z Wojtkiem jako najbliższym przyjacielem, w celu odebrania rzeczy znalezionych na miejscu wypadku. Wśród dokumentów i szeregu innych przedmiotów, wyróżniał się jeden z nich. Było to czerwone pudełeczko, a w nim skromny ale urokliwy pierścionek z wygrawerowanym napisem. Dla mojej Beatki – na zawsze.
Czyżby spotkanie u Eweliny i Wojtka na które nie dotarł Paweł miało nie być zwykłą parapetówką? Może miał to być ten dzień, na który czeka wiele zakochanych kobiet. Dzień, w którym mężczyzna prosi swoją ukochaną o to by płynęła razem z nim przez ocean życia? Wszystko na to by wskazywało. Zły los chciał jednak inaczej. Beata odtąd ciągle zadawała sobie pytanie: Dlaczego to spotkało mnie – właśnie mnie?




Podobne tematy do: Opowiadanie: Drużba



PRZECZYTAJ TAKŻE


Nowa kolekcja oprawek okularowych Belutti Eleganza


Szukasz eleganckich oprawek okularowych? Może w kształcie kocich oczu lub w stylu Woody'ego Allena? Sprawdź najnowszą kolekcję oprawek Belutti Eleganza.

Pachnąca walizka


Masz przykre doświadczenia z przewożeniem ubrań w walizce? Po wypakowaniu okazuje się, że straciły one przyjemny zapach? Może warto wypróbować saszetki...

Styczeń na e-sportowo w Porcie Łódź


Masz ochotę spróbować swoich sił w e-sportach? Zapraszamy do Portu Łódź. Najbliższa okazja do sprawdzenia się w wirtualnych dyscyplinach zimowych i...

Port Łódź zaprasza na e-sportowy weekend


Już po raz trzeci Port Łódź stanie się centrum e-sportów. W najbliższy weekend na Patio będą czekały konsole z kontrolerami ruchu, takie jak m.in.:...

Weekend na e-sportowo w Porcie Łódź


Już po raz kolejny Port Łódź zaprasza swoich klientów do centrum e-sportów. Będzie można spróbować swoich sił w łyżwiarstwie...


Portal dla kobiet NaObcasach.pl
Wszelkie porady i artykuły zawarte na naszych stronach służą wyłącznie celom informacyjnym. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść publikacji oraz komentarze nadesłane przez użytkowników. Kwiatkowski Media Networks na podstawie art. 25 ust. 1 pkt. 1 b ustawy z dnia 4 lutego 1994 roku o prawie autorskim i prawach pokrewnych wyraźnie zastrzega, że dalsze rozpowszechnianie artykułów zamieszczonych na portalu www.naobcasach.pl jest zabronione.
Copyright(C) 2006-2010 Kwiatkowski Media Networks Mapa strony | Regulamin | Zostań redaktorem | Patronat medialny | Reklama | Kontakt